wtorek, 13 sierpnia 2013

Mój włosowy kryzys - ombre na hennie z indygo

Witajcie Kochani, na wstępie powinnam w ogóle przeprosić za TAK DŁUGĄ przerwę (?). Tak, zwyczajnie porzuciłam bloga. Dlaczego? Uwielbiam przecież poszukiwać informacji o włosach, kosmetykach, czytać recenzje, a jeszcze bardziej pisać o tym wszystkim i widzieć, że ktoś to wszystko czyta i docenia :) Dlaczego więc przestałam pisać? Czy przestałam już się tym interesować?

O nieeee, interesowałam i wciąż interesuję się tematem równie intensywnie, teraz może nawet bardziej, bo staję się bardziej świadoma i krytyczna. Miałam jednak przez kilka miesięcy tzw. włosowy kryzys... 

Wiem, jak to brzmi (współczuję zresztą moim znajomym i TŻ), ale naprawdę nie jestem nienormalna i nie skupiam się tylko i wyłącznie na kosmetykach, a mój świat nie legnie w gruzach, gdy nie podpasuje mi krem/szampon :D W końcu to blog urodowy - nie piszę tu raczej o moim życiu i innych zainteresowaniach, a moje studia zupełnie nie dotyczą dbania o włosy czy paznokcie, dlatego to może wyglądać jak próżność.  Na praktykach muszę mieć włosy zawsze związane, a paznokcie krótsze i bez szalonego manicure, strój również określony, codzienne ubrania zostają w szatni. Tym bardziej mnie to boli, że nie mogę tak w pełni korzystać z porad urodowych, dopiero poza szpitalem :) Tutaj, na blogu, zanurzam się w balsamach, odżywkach, doładowuję pozytywnie akumulator. Przy okazji wiele się uczę (w temacie pielęgnacji) i jeśli mogę w czymś pomóc choćby jednej osobie - misja spełniona. Po godzinach, mogę być choćby próżną, leżącą i pachnącą lalką hehe... Wiem jednak, że jest nas naprawdę dużo, więc jakoś mi to nie przeszkadza :P

Ale o co chodziło z tym włosowym kryzysem?

Moje włosomaniactwo, takie na serio, zaczęło się w 2012 roku, gdzieś w lutym? Generalnie na początku 2012 roku. Od tamtej pory moje włosy naprawdę odżyły, wzmacniały się, rosły - widziałam efekty! Robiłam zdjęcia mniej więcej co miesiąc, ostatni post chyba nawet pokazuje takie zestawienie zdjęć z kilku miesięcy i robi na mnie wrażenie. 

 





 





 












Jednak na początku marca tego roku (już 2013) wymyśliłam OMBRE! Tak, wszyscy mają, ja też muszę mieć ombre! To nic, że farbowałam grubo ponad pół roku henną z indygo (mieszanki Khadi, m.in. orzechowy brąz), więc będzie pewnie efekt słynnej zieleni ;) Pójdę przecież do jednego z najlepszych fryzjerów w moim rodzinnym mieście, zawsze byłam zadowolona z zabiegów tam. Nikt mi nie odradził, a fryzjerka chyba nie zrozumiała, że ja mówię o naturalnej hennie, a nie o Venicie czy jakimś innym henno-podobnym produkcie. Wyszło O-KROP-NIE. Wyszłam, lżejsza o równie okropną kwotę, po 6 godzinach... Bez efektu. Zakryto ohydne niebiesko-zielone wodorosty w sianowate plamy jakimś kolorem, który, no niestety, w ogóle się nie odznaczał od reszty włosów. Tak więc zero ombre. 

Włosy nie ucierpiały wcale, SERIO. Były w świetnym stanie, rozjaśnianie całości i farbowanie w ogóle ich nie ruszyło. Zachęcona ich kondycją, za 3 tygodnie postanowiłam spróbować jeszcze raz. Głupota? Oj tak, ale nie po to dbam o włosy, żeby tylko siedzieć i je głaskać, nie? :P Inny fryzjer, znowu rozjaśnianie (ale mniej więcej 2/3 włosów, tam gdzie miało być ombre). Znowu zieleń, niby coś mi na to fryzjerka nałożyła, w słońcu były całkiem, całkiem blond, ale w domu niestety była konkretna lipa, a po myciu to już szkoda słów. Następnego dnia położyłam na to złocisty blond L'Oreala. Włosy już w znacznie gorszej kondycji i niestety bez zmian. Byłam zrozpaczona. 

 


Za tydzień wybrałam się ZNOWU do fryzjera, żeby mnie jakoś uratował (desperacja). Kąpiel "ściągająca kolor". Miało nie być w tym wody utlenionej, po efekcie domyślam się, że chyba była, bo wyszły jeszcze gorsze glony, niż miałam przed tym zabiegiem. Najzwyczajniej w świecie rozpłakałam się na fotelu, niby na własne życzenie to wszystko mam, ale jednak byłam wściekła na cały fryzjerski naród, że nikt nie rozumie, co to henna i nikt nie potrafi sobie poradzić z moimi włosami. Każdy roboty się podejmuje, chociaż informuję o hennie, kasuje pieniądze, a ja z tego nic nie mam, jedynie coraz bardziej zniszczone włosy! Wyszłam z jakimś chyba szamponem koloryzującym w kolorze ciemnego brązu (zmył się po 2 myciach) i z połową włosów mniej, zwyczajnie widziałam, jak fryzjerka wyjmuje cały grzebień włosów za każdym pociągnięciem. Nigdy, przenigdy tam nie wrócę, partactwo i marnowanie pieniędzy.



Niewiele myśląc, nałożyłam jakiś jasnozłocisty szatyn (nie pamiętam) Color&Soin, aby zakryć ten bałagan. Byłam zadowolona, ale wciąż były łaty, włosy nie łapały równo koloru. Koleżanki nie pytały już na szczęście "co ty zrobiłaś z włosami?!?!"... 
 


W kwietniu więc, po krótkim, lecz intensywnym romansie z chemią i fryzjerami, wróciłam do kochanej henny. Z tego wszystkiego, polecam jedynie Color&Soin - naprawdę nie niszczy włosów. Nie wiem, jak stosowana regularnie (Anwen wydaje mi się, że używa cały czas czarnej Color&Soin i chwali sobie), ale u mnie się sprawdziła - nie pogorszyła i tak złego stanu włosów, i jak na takie przejścia, kolor wyszedł całkiem dobrze. L'Oreal "zjechał" mi włosy okropnie.

Wróciłam do henny Khadi - najpierw naturalna z Cassią dla odżywienia i lekkiego pokrycia/wyrównania koloru, potem z Amlą i Jatrophą (czerwona). Trzymałam za każdym razem mieszankę całą noc, często - średnio co 2 tygodnie, bywało nawet co tydzień. Dopiero po kilku (około 5) sesjach kolor zaczął łapać. Włosy były wciąż okropne, sianowate i wiecznie splątane. Intensywne odżywianie, henna... Nic nie pomagało na dłuższą metę. Przeszłam w brązy, nałożyłam też L'Oreal (perłowy fiolet? TUTAJ), którego nie polecam zupełnie. Kiedyś regularnie farbowałam czerwienią tej firmy i byłam bardzo zadowolona, a ten kolor kompletnie nie wyszedł. Wyszło coś po prostu bordowego. Niedługo planuję wymieszać hennę, amlę i indygo (nie Khadi). W lipcu podcięłam końcówki, ale niewiele to pomogło. Połowa włosów była bardzo zniszczona i chociaż nakładałam na nie wszystko, co tylko miałam, to nawet 4-stopniowa kuracja Joico K-Pak (stosowana wielokrotnie), nie pomogła.

2 sierpnia uznałam, że to wszystko bez sensu. Pewnych zniszczeń nie da się cofnąć, nie da się naprawić. Trzeba po prostu ściąć włosy i zapuszczać zdrowe. Zniszczenia idą od rozdwojonych końcówek coraz wyżej, nie miałam problemu z wypadaniem włosów, a mimo to, obserwowałam jak moje włosy od miesięcy praktycznie nie rosną. Wręcz robiły się coraz krótsze, przerzedzone. Powód był prosty, ale zajęło mi trochę czasu, żeby to dostrzec i żeby zrozumieć, że najlepsze kuracje na to nie pomogą, tylko nożyczki - łamiące się włosy. Czesałam włosy, a dookoła mnie MASA krótkich włosków, od 0,5cm nawet do kilkucentymetrowych.

Poszło więc ponad 20 cm włosów, nie mierzyłam. Nie czułam się z tym źle, trochę było mi szkoda, ale gdy patrzyłam, jak fryzjer męczy się z ich rozczesywaniem, pomimo dużych ilości nakładanych "olejków" (siilikonów), to byłam jeszcze bardziej pewna tego, co właśnie chcę zrobić. "Ile ciąć?" Ile trzeba! Przy okazji znalazłam fryzjera prawie idealnego - naprawdę ściął tyle, ile trzeba. W moim przypadku, to było dużo, ale wciąż tyle, ile planowałam. Rozczesywanie, choć było strasznie trudne (włosy się plątały, były szorstkie), to widziałam, że było bardzo delikatne. Fryzjer dokładał silikonów, trzymał kosmyki, żeby nie ciągnąć za cebulki, co chwilę przepraszał, że tak ciągnie. Naprawdę, doświadczenie z ombre zniechęciło mnie mocno do fryzjerów, ale na szczęście mam jeszcze jedno miejsce, gdzie mogę się wybrać po ratunek :) Na zdjęciu z dłuższymi włosami zaznaczyłam mniej więcej, ile długości poszło. Podpis trochę nietrafiony, stan włosów z 16 lipca 2013. Obok już w miarę aktualnie, świeżo od fryzjera, więc suszenie na szczotce i silikony, ale na co dzień nie różni się to aż tak bardzo. Generalnie kondycja jest duuużo lepsza, pozbyłam się mniej więcej 80% zniszczeń. Resztę nadrabiam już pielęgnacją :)



 Gratuluję wszystkim, którzy przeczytali te wypociny - na pewno dałoby się to skrócić o połowę, ale miałam potrzebę opisania tego dokładnie hehe... Nie planowałam w sumie tego postu, wyszło spontanicznie!! 

Jakby ktoś oglądał jedynie obrazki i chciał mały skrót z wieloma wtrąceniami od siebie, to zapraszam jeszcze na tą końcówkę :) Wypowiem się na temat kilku mitów...

  • Henna naturalna występuje tylko w kolorze czerwonym/rudym. Venita? To NIE henna. W składzie ma tylko ekstrakt z henny i to zdecydowanie w małych ilościach, do tego chemiczne dodatki, które odpowiadają za faktyczny efekt kolorystyczny oraz niszczą włosy. To NIE prawdziwa henna.
  • Brąz czy czerń z henną? TAK. Mieszanki takie to henna i indygo (z dodatkiem amli dla chłodnego koloru lub jeszcze innych ziół dla wzmocnienia efektu odżywienia). Indygo - niebiesko-czarny barwnik, henna- rudość. Efekt zależy od proporcji ziół.
  • Rozjaśnianie henny - TAK. Rozjaśnianie indygo - NIE. Efekty mogą być zielone ;)
  • Farba chemiczna przed/po stosowaniu henny? TAK. Również z indygo. L'Oreal i Color&Soin nie dawały dziwnych efektów. Kolor może nie wyjść dokładnie taki, jak na opakowaniu, szczególnie jeśli nakładamy farbę świeżo po hennie, jednak nie będzie zielonych niespodzianek. Henna po farbie chemicznej (a nawet na naturalnych włosach), z tego co czytałam, może czasem wychodzić z zieloną poświatą, która ZNIKA w miarę, jak barwnik się utlenia na włosach. Do pierwszego mycia wszystko się uspokaja.
  • Niektórych zniszczeń (szczególnie tych spowodowanych zabiegami chemicznymi) NIE da się naprawić. Włosy puszące czy szorstkie można nawilżyć, włosom matowym można przywrócić blask, ale rozdwojonych, łamiących się włosów nie odbudujemy nawet najlepszą pielęgnacją. Trzeba takie włosy ściąć, aby zniszczenia nie "szły" coraz wyżej. Sama miałam przez ostatnie miesiące zdanie, że każde włosy da się zregenerować, ale NIE.
     
  • Ostatnie, z którym pewnie wiele osób (głównie kręconowłosych) się nie zgodzi, ale ja dotarłam do tego metodą prób i błędów... Silikony NIE są naszym wrogiem, nie są złem wcielonym, nie niszczą włosów. Wręcz przeciwnie - mają chronić i poprawiać wygląd włosów. Moje zasady: silikonów nie ma prawa mieć szampon. Produktów z silikonami nie nakładam na skórę i omijam nasadę włosów, co chroni je przed obciążeniem. Najczęściej stosuję silikony w ostatniej odżywce lub już po myciu - w silikonowym serum (polecam nowy olejek Equilibra, oprócz silikonów ma dużo dobroci dla włosów). Generalnie silikony pomagają mi powrócić do zdrowych włosów, a te zdrowe utrzymują w dobrym stanie. Z tematem silikonów nieodłącznie wiążą się detergenty - SLS,SLeS, ALS i inne. Kontrowersje, pytania i przeróżne dylematy. Ale to temat na kolejny post, nie uda mi się wyrazić mojej opinii w 2 zdaniach :)

Podsumowując, ciężko było żegnać się z ponad 20 cm włosów (co oznacza około 2 lat zapuszczania), ale absolutnie tego nie żałuję. Gdy widziałam, jak z dnia na dzień moje końce robią się coraz bardziej przerzedzone, nic z mojej pielęgnacji im nie pasowało, a po umyciu silniejszym szamponem bez odżywki u fryzjera, były szorstkie i nie do rozczesania... To czy naprawdę chcę mieć takie włosy? Widziałam wiele dziewczyn czy to na zdjęciach, czy na żywo, które miały długie, ale zwyczajnie nieładne włosy. Cienkie, rzadkie albo spuszone jak miotła. Po co męczyć się z takimi włosami?

Lepsze krótsze, ale zdrowe włosy, niż długie i zaniedbane. Każde włosy można zapuścić, a zdrowe urosną szybciej, nie wykruszą się po drodze :)

PS. Pewnie niektórzy będą się zastanawiać, po co wracam do henny, skoro tak ciężko się z nią rozstać? Powód jest prosty - eksperymentowałam w życiu już sporo z włosami, miałam nawet dość jasny kolor na głowie i nie było mi w nim dobrze, miałam rozjaśniany na biało spód (moda w gimnazjum), czerwienie itp. Najlepiej mi jednak w ciemniejszych odcieniach, a takie uzyskam henną, przy okazji odżywiam też włosy. Czego chcieć więcej? :) Ale zgadzam się - henna (szczególnie z indygo) nie nadaje się dla osób, które farbują na czarno, wracają niedługo do blondu, by potem znowu być brunetkami. Jeśli nie jesteście aż tak zmienne i lubicie "bawić się" z włosami, to polecam hennę z czystym sercem.

3 komentarze:

patrycja pisze...

Teraz na zdjęciach widać zdrowe i bardzo ładne włosy :)

pieknaodzawsze pisze...

Dziękuję, właśnie siedzę z henną na głowie i za jakiś czas pewnie kolejne aktualizacje :) Mam nadzieję, że stan włosów będzie już tylko lepszy.

wiolkaa93 pisze...

piękne masz teraz włosy :)

Prześlij komentarz

Na ewentualne pytania odpowiadam w poście, w którym je zadano :) Dziękuję za każdy komentarz, lubię je czytać i widzieć Wasze zainteresowanie.
Poza tym...
"Za każdym nickiem kryje się imię, za imieniem kryje się człowiek, a za każdym człowiekiem - uczucia. Szanujmy się nawzajem w sieci"

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...